poniedziałek, 3 czerwca 2013

Odmóżdżenie przez nawalenie.

Kryzys. Znów, po raz kolejny- enty. Mam czasem dość swojego siedzenia sam na sam i myślenia o pierdołach. Wtedy gdy siedzę sama moje szare komórki wykazują dziwną nadpobudliwość. Wolałabym czasem być bezmózgiem, serio.
Co u mnie, tak poza tym ? No cóż. Postanowiłam wybrać się do Poznania. Podróż pociągiem w środku nocy jest czymś tak ekscytującym, że myślałam, że się posikam. Niekoniecznie ze szczęścia. O ile podróż DO Miasta Doznań przebiegła w MIARĘ znośnie, nie można powiedzieć tego o drodze powrotnej, gdzie nie dość, że wyjeżdżałam z niego 2 dni, bo cały czas coś przekładałam, to jak się w końcu zebrałam w sobie to mój pech po raz 1.555 dał o sobie znać, a tak o, przypomniał mi się, że jest, cobym nie myślała, ze zamierzał mnie opuścić. No bo jak ? Spóźnione tramwaje. Kocham. No i dziś, jak już szczęśliwa, z biletem w rączce wsiadłam do pociągu i jarałam się jak małe dziecko, że JADEM to pociąg postanowił się zepsuć. Swoją drogą, spoko remont we Wronkach na dworcu, stałam tam godzinę. Ale dojechałam, dojechałam, Szczecin mnie nawet słonecznie przywitał, chociaż tyle pozytywnych aspektów tego parszywego dnia.
No zobaczenie zdjęć A. z cizią z pobytu "gdzieśtam" - rewelacja. Słodko-pierdzący naśladowca 'stanu zakochania'. Chciałabym życzyć mu szczęścia, ale no cóż, samo przez się.
O ile poprzednia notka była bardziej jakoś ze środka mnie, tak ta jest jakaś pierdołowata, znów chaotyczna, i zupełnie o niczym. ALE ... ! ALE... !
Jak ja polubiłam schodki u Oli! I wino ! I Rolling Stones'ów i włam do piwnicy. I kaca dnia następnego.
I poznańskie balkony i balkonowe przemyślenia też są spoko. I wino tam też jest spoko. W ogóle gdzie wino nie byłoby spoko ? Za dużo alkoholu w ten weekand, stanowczo. Ale cóż- co zrobić? No, trzeba pić.
Zawsze byłam mistrzem w tłumaczeniu samej siebie, wychodzi mi to niesamowicie dobrze.
I Poznań jest taki inny od Szczecina. Taki bardziej przyjazny, lepszy, nie pałętają się po nim moje wspomnienia, tak jak po tych szczecińskich ulicach. Nie łazi za mną nigdzie duch A. Bo A. woli łazić za mną taki hm... zmaterializowany. Ze swoimi problemami, ze swoim marudzeniem, ze swoją nową dziewczyną. Coś monotematyczna jestem ostatnio. Ale nic to, wylewamy żale, wylewamy.
No i podziwiam wytrzymałość mojej kuzynki. Niesamowicie, bo wściekłą Dorota, to nabuzowana Dorota, nabuzowana Dorota, to nakręcona Dorota, nakręcona Dorota to gadająca Dorota. Debil na resorach ganiający w kółko po pokoju to właśnie Ja.
Aha, Cornelius grejpfrutowy- polecam.